Włoskie drogi

Włoskie drogiKiedyś włoskie drogi mnie zachwycały, bo może nie miały wszędzie doskonałej nawierzchni, ale były dobrze rozbudowane. Jak na kształt kraju i górzyste wnętrze, dużo tam autostrad i dróg ekspresowych. Relatywnie łatwo było dotrzeć w różne miejsca. Oznakowanie dróg na dobrym poziomie ułatwiało kierowcom jazdę.

Ostatni wyjazd do Włoch, tym razem do Umbrii, nieco zachwiał ten pozytywny obraz. Z dwóch powodów.

Pierwszy to aktualny stan nawierzchni. Byliśmy latem, więc dziury w asfalcie trudno byłoby uzasadnić zaskakującą zimą. Co gorsza nawierzchnia często łatana była zazwyczaj nierówna. Jeśli chodzi o drogi mniej znaczące, lokalne to można powiedzieć trudno, bywa. Lokalna administracja ma mało pieniędzy na naprawy.

Niestety problem był także zauważalny na drogach ekspresowych Umbrii. Jeśli główne drogi regionu są w kiepskim stanie, to coś jest nie tak. Przy większych prędkościach łomot zawieszenia nie nastawia optymistycznie.

Drugi powód, to bardzo częste znaki ograniczające prędkość poniżej normalnie dopuszczalnej na danym odcinku. Mam wrażenie, że zdecydowanie częstsze niż w poprzednich latach oraz, że były także generalnie te prędkości niższe niż poprzednio. 

Poza terenem zabudowanym częste było 70-60 km/h, niestety także 50 km/h, czego już zupełnie nie rozumiałem, nawet patrząc bardzo krytycznie na sytuację na drodze. W miastach pojawiało się 30 km/h, co było absurdalne, biorąc pod uwagę drogę, otoczenie, czy widoczność, w dodatku często na głównej drodze przy wyjeździe z miasteczka.

Byliśmy w Umbrii pierwszy raz, więc tam nie mam porównania, ale przy okazji wyskakiwaliśmy do Toskanii, by odwiedzić ulubione miejsca, które były w pobliżu. Tam z nawierzchnią jakby trochę lepiej, ale ograniczenia prędkości również widoczne. Tym razem w miejscach, gdzie pamiętałem, że jakiś czas temu ich tam nie było. Jaki więc to ma sens?

Włosi w wielu miejscach śmigali, nie bardzo przejmując się oznakowaniem. Jako turysta wolałem oczywiście nie ryzykować, bo pojawiło się tam więcej fotoradarów. Przejechanie nawet średniej długości odcinków zajmowało sporo czasu, a w końcu drogi buduje się po to, aby zapewnić sprawny transport.

Nie wiem z jakich budżetów finansuje się budowę i remonty poszczególnych dróg we Włoszech. Jeśli z regionalnych, to widać, że mniej znana i rozwinięta turystycznie Umbria ma mniej pieniędzy od sąsiedniej Toskanii. Jeśli z centralnych, to może rację miała spotkana tam i mieszkająca od lat Polka, że rząd centralny ostatnio oszczędza na infrastrukturze i pomocy społecznej dla Włochów i przeznacza spore sumy na pomoc migrantom, bo to przecież kraj frontowy nowej migracji do Europy.

W kwestii ograniczeń prędkości mogę tylko dodać, że nie mam pojęcia co to ma dać. Naprawdę wiele było zupełnie niedorzecznych. Idąc dalej w tym kierunku, w końcu trzeba będzie zamknąć ruch samochodowy na drogach. Wtedy nikt nie zginie, ani nie będzie ranny. No chyba, że autor tych pomysłów poślizgnie się na drodze i rozwali sobie głowę…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.